Krótkie opowiadania z życia BD

 :: Galeria :: Opowiadania

Go down

Krótkie opowiadania z życia BD

Pisanie by Wiktoria Derbella on 25.10.14 16:40


Hej, postanowiłam pisać krótkie opowiadania pod każdym zdjęciem jakie dodaje na fb czy fbl. To będzie taki mini pamiętnik. Tutaj spisze wszystkie teksty i będę spisywać... Może nie jestem najlepszą pisarką ale lubię to robić więc jeśli masz ochotę zapraszam do czytania i komentowania!


#1
BMS Bohun Kappa
Ogier jest żwawy. To bardzo dobrze! Ma dużo energii więc na treningach męczy się o wile później niż inne konie. Narazie jeździłam na nim dopiero 2 razy. Właśnie go siodłam a on obwąchuje moje dłonie szukając smakołyków. Gdy zrozumiał, że nie ma na co liczyć, opuścił głowowe i przeniósł ciężar ciała na 3 nogi. Gdy dopięłam popręg (po raz drugi bo oczywiście płuca nadyma) sięgnęłam po uzdę. Wędzidło włożyłam bez problemów. Otrzepał się a kosmyki jego włosów uderzyły mnie po ręce... Odpięłam go od haczyka i zaprowadziłam na plac. Dziś ćwiczymy ósemki w galopie i cavaletti. Wszytko stopniowo. Zatrzymałam go, wsadziłam nogę w strzemię i się podciągnęłam. Siedzę. Wysoko. Cmoknęłam i powiedziałam spokojnie - Bohun, stęp. Ruszył a ja schyliłam się skrócić strzemię.




#2
- Och, w tym pośpiechu nawet nie zauważyłam a liście są już czerwone i żółte... - powiedziała zamyślona Gabriela.
- Ciężko to u nas zauważyć, ponieważ na naszym terenie są prawie same iglaki. Bardzo je lubię... Szczególnie po deszczu kiedy ich przecudowny zapach wreszcie odpycha mi dziurki nosa zatkane kurzem siana. - odparłam z rozmarzoną miną. Gabi zaśmiała się cicho i odkleiła się od parapetu przy oknie.
- Dziś ugotuje jakieś przysmaczki dla koni, będą jako nagrody za wykonywanie urozmaiconych zadań - odparła z entuzjazmem i zatarła dłonie.
- "Urozmaicone"? Czyli?
- Noo folia na grzbiecie, opony, odkurzacz do liści... - Ruda zaczęła wymieniać licząc na swych długich i zadbanych palcach a moje myśli powędrowały w stronę szczotki do paznokci i ciepłej kąpieli.
- O, hm świetny pomysł - była dopiero 17 więc jeszcze troche roboty mnie czekało, wanna musi poczekać - pomóc Ci w czymś?
- Nie, sprawdzałam i wszystkie składniki mamy. Ciastka nie robi się tak długo a ja lubię gotować. - Gabi uśmiechnęła się szeroko ukazując swojego smaila*.
- Oki więc ja pójdę zająć się Ambeyem. Potrzebuje ruchu ale nie będę na niego wsiadać, dziś lonża. Ubiorę rękawiczki bo pewnie będzie wariował. - powiedziałam i przekierowałam się od okna do szafki z przyborami do jazdy konnej. Sięgnęłam po brązowe rękawice, wsunęłam duże kalosze na stopy i pomachałam Rudej.

*smail - piercing, kolczyk w górnym wędzidełku w wardze przed zębami, widać go gdy się uśmiechasz




#3
- Bohun posuń się! - oparłam się z całej siły na jego boku by go posunąć ale on ani drgnie. Spróbowałam już po raz 3 ale efekt był ten sam. Założyłam mu kantar i pociągnęłam. Głowa ustąpiła a zaraz za nią przednie nogi ale tyko kawałek.
- Bohun! - czemu nie kupiłam sobie szetlanda lub walijczyka, one są mniejsze... - Musimy iść potrenować... - oparłam zrezygnowana głowę o jego szyje a ogier ignorując mnie żuł resztkę siana która mu została.
- Słuchaj - zaczęłam do niego gadać - każdy koń codziennie ma trening. Możemy zrobić tylko godzinkę, no dawaj! Pojeździmy sobie trochę, może galopik a później 2 małe przeszkody: koperta i mini stacjonata, ok? Musisz rozruszać kości i poćwiczyć. Qazar już był a teraz pasie się na łące, Ty nie chcesz?
Nadal ignoruje.
- Chcesz gruszkę? - zapytałam a on nakierował uszy w moją stronę jednak nadal jadł. - A może cukier? Cuuukier, mniam mniam - zaczęłam go kusić i wyjęłam reklamówkę ze smakołykiem i wyszłam z boksu zostawiając drzwi otwarte. Zaczęłam wąchać cukier i szeleścić reklamówką kusząc Bohuna. Postawił głowę w moją stronę i po jakiejś czasie postanowił opuścić swój przytulny boks. Wyciągną szyje a ja podałam mu kostkę. Zgarną ją swoimi ciepłymi chrapami a ja złapałam go za kantar, przywiązałam do kółka i zaczęłam czyścić.
- Jak dziecko - westchnęłam i parskałam śmiechem aż ogier się wzdrygną.



#4
- Wiktoria słyszałaś!? - krzyknęła do mnie Gabi
- Tak! - odpowiedziałam już ubierając buty.
- Poczekaj na mnie! - przeraźliwe rżenie Lenobii wywołał u mnie gęsią skórkę i tak się przejęłam, że jak adrenalina zejdzie zapewne będzie bolała mnie głowa.
Wbiegłyśmy razem na pastwisko gdzie znajdowała się klacz. Truchtała wtem i spowitemu wzdłuż płotu po stronie furtki. Rozejrzałyśmy się i podeszłyśmy do Lenobii uspokoić ją.
- Len co się stało? - spytałam zdenerwowana.
- Weźmy ją do boksu, lepiej niech będzie w środku. - Gabi złapała ją za kantar a w tym momencie obok nas upadł kasztan. Klacz wydała dziwny dźwięk i stanęła dęba wyrywając jedną rękę Gabi z uścisku na kantarze, na szczęście udało się klacz szybko z powrotem postawić na ziemi.
Byłam tak przestraszona, że tylko ponagliłam Gabi i złapałam klacz z drugiej strony prowadząc do stajni.
- Musimy ją uspokoić - odpowiedziała Ruda gdy Lena była już w boksie - przyniosę melisę.
Klacz była cała spocona i napięta. Zaczęłam ją powoli masować i szeptać do niej a mięśnie ustępowały pod naciskiem moich palców.




#5
BD Weathered I
Weathered to koń bardzo cierpliwy. Kochany, spokojny koń profesor. Wyrzucony ze szkółki bo się popsuł i kłus ma do ... no. Racja. Jednak ten koń naprawdę zasługuje na miłość! Teraz stoi na pastwisku, wiedzę go z okna na piętrze, wiatr rozwiewa jego krótką grzywę a mżawka osadziła się na rzęsach. Wygląda tak smutno... Tak mi go żal. Tęskni? Za kim? Za czym? Pomogę mu.
Zakładam bluzę z kapturem i biorę 3 jabłka. Wiatr dotarł już do mojej skóry mimo paru warstw ubrań, jednak nie przeszkadza mi to. Teraz czuje tylko jego smutek. Siadam cicho na płocie obok niego a on mnie obserwuje.
- Hej Wyblakły... - witam się cicho i podaje mu jedno jabłko a sama gryzę drugie. Mżawka orzeźwia a falowanie traw usypia. Daje mu drugi owoc i milczymy. Razem.



#6
Przenosiłam wszystkie ogłowia do siodlarni po czyszczeniu. Minęłam Lenobie na małym padoku (powoli przyzwyczajamy ją ponownie do tego miejsca bo po tamtym incydencie boi się tego miejsca, nie chce tu podchodzić, zarzuca łbem i rży panicznie) i plącząc się we wszystkich uzdach, nie zwracając zbytnio uwagi na klacz szłam dalej.
- To ogłowie Qazara a to Bohuna... Nie! Czekaj, gdzie to ma początek? Ta jest Ambeya... - wyliczając, próbowałam się jakoś je poukładać i nie ciągnąć żadnej wodzy po ziemi zdałam sobie sprawę, że Lenobia się... tarzała. Stanęłam.
- Len nie! - krzyknęłam do niej, wracając się - Tu jest pełno błota! Lenobia wstań, słyszysz? - chciałam do niej podejść ale nie mogłam otworzyć furtki ponieważ wodze, jak węże, zawiązały się dokoła moich dłoni.
- Lenn! Lenn...! - oparłam głowę o biały płot dzielący mnie i klacz.
Dobrze, że Gabi ma dziś z nią trening. Tak. Bo ja nie mam ochoty paprać się w wodzie. Bardzo dobrze. Uśmiechałam się zadowolona, pozbierałam się i posyłając ostatnie groźne spojrzenie do klaczy poszłam w swoją stronę.

#7
- Ambey do cholery, czy wiesz co to łydka? - powiedziałam zniecierpliwiona, ścisnęłam łydki i wypchałem biodra do przodu. - Szybciej! To nawet nie jest kłus.
Dzień mimo słońca był chłody. Padał w nocy deszcz więc dziś na ujeżdżalni jest lekkie błoto. Jadę na Ambey'u, gryzie wędzidło z charakterystycznym dźwiękiem, skóra siodła skrzypi, wiatr zwiał mi kosmyki włosów na twarz. Chcąc je odgarnąć, puściłam jedną ręką wodze a ogier w tym momencie pochylił głowę w dół, jednak drugą nadaj je trzymałam więc automatycznie się położyłam na brzuchu. Ogier przyspieszył a mnie mocniej zabiło serce jednak szybko się ogrnełam, złapałam wodze mocniej, pochyliłam się do tył i delikatnie ale zdecydowanie ciągnęłam za wodzę żeby koń podniósł głowę. Gdy to zrobił lekko go skróciłam i zdecydowanie przyłożyłam łydki, raz, drugi, trzeci.
- O kochany nie zemną te numery! Ambey galop! - powiedziałam zdecydowanym tonem i cmokełam. Ogier po jakimś czasie dał za wygraną jednak krzyżaka nie chciał przeskoczyć. Skracał koła i zwalniał bez mojego polecenia. Musiałam się z nim trochę poszarpać. Miał zły dzień. Codziennie ma zły dzień. Co robić?

#8
Dzisiaj sama na treningu. Gabi ćwiczyła rano a ja niestety jazdę odłożyłam na wieczór... Zrobiło się chłodno i wilgotno. Powietrze wydawało się być zmęczone całym byciem tak jak ja. Wszytko w naszej stajni idzie jak krew z nosa. Brak czasu i pieniędzy. Dobrze, że jest ktoś chętny na Ameya.
Klacz rytmicznie i ciężko uderzała kopytami o ziemie, czasem ślizgając się na błocie. Zwolniłam do stępa by klacz odpoczęła po jeździe a ja wyjęłam stopy ze strzemion. Zrobiłyśmy ósemkę i zmianę po przekątnej po czym poklepałam klacz po szyi. Zatrzymałam ją, pochyliłam się do przodu, przełożyłam nogę przez grzbiet i zeskoczyłam prosto w błoto, które rozmaśliło się pod moimi nogami. Westchnęłam i załapałam klacz za wodze która grzecznie za mną szła. Weszłyśmy do suchego boksu. Zdjęłam klaczy ogłowie i starłam na palcach, żeby założyć jej kantar (oczywiście specjalnie podniosła głowę do góry). Odpięłam popręg i delikatnie spuściłam go w dół, żeby nie uderzył Len w nogi. Gdy zdejmowałam ciężkie i wilgotne siodło z jej grzbietu, kręgosłup o sobie przypomniał. Odłożyłam je na miejsce i wracając do boksu, wzięłam ścierkę i zgrzebła. Nałożyłam klaczy do karmidła i zaczęłam moje monotonne, codzienne i uspakajające zajęcie. Szyja, grzbiet, brzuch... Ruch ręki za ręką.

#9
:piszę jako Gabi:
Poranek chłodny a kołdra ciepła. Wiedziałam, że trening z Quazarem będzie przyjemny więc ucieszyłam się, że dziś kolej przypada na mnie. Wiki ćwiczy z Lenobią (narazie jeszcze spi, nie będę jej budzić). Zeszłam pocichu ze schodów i spojrzałam na śpiący dom. Wzięłam kubek, nalałam mleka, włożyłam do mikrofalówki i włączyłam. Wydawane przez nią szumienie, zbudziło całą senność mieszkania (pewnie nawet obudziłam Wiktorię) a w dzień jest przecież taka cicha... Rozgrzana od środka i ciepło ubrana, wyszłam na zamglony świat. Weszłam do stajni, konie nie spały, wystawiały głowę z boksów i cicho rżały, witając mnie i domagając się śniadania. Poszłam do paszarni i przygotowałam posiłki dla moich kochanych dzieci. Gdy każdy się już zajadał, wróciłam do domu założyć dodatkowe skarpetki. Wika już nie spała, jadła jajko przy stole.
- Hej, zostawiłam Ci trochę... - powiedziała i kiwnęła głową w strone blatu.
- Hej, dzięki ale nie mam narazie ochoty jeść. Za to konie jak najbardziej, już je nakarmiłam. Idę pojeżdżę na Qazarze
- Tak wcześnie? Czemu konie tak rano wstają... - westchnęła i słysząc moje chichotanie, powiedziała, że to wcale nie jest śmieszne. Ubrałam skarpety i wyszłam na dwór. Weszłam do siodlarni ale wzięłam same szczotki.
- Najwyższy czas na natural! - powiedziałam do siebie i pomaszerowałam do boksu ogiera. Wyczyściłam go dokładnie, nie zapominając o ogonie. Wyprowadziłam go, nawet bez kantara, podstawiam stołek i wślizgnęłam się na ciepły grzbiet.

#10
- Dzwoniłaś już do Mr. Barey'a? - spytałam
- Tak, tak, powiedział, że przywiezie ją jutro ponieważ ma podrodze.
- "Ją"? Czyli jednak klacz... Może to i dobrze. Miło z jego strony, że nie musimy jechać tak daleko.
- No, chociaż tyle, bo ogółem nie wydaje się miły. Ciekawe jak wygląda u niego przeciętny dzień w tajni.
- Ty! A wiesz... Może kiedyś tam pójdę jako amatorka. Haha może być ciekawie! - powiedziałam podekscytowana
- Ty to masz zawsze dziwne pomysły... - powiedziała Gabi i zrobiła face plam.
- Naszykowałam już boks obok Lenobii. Trzeba kupić mu derkę i kantar, szkoda, że nie dołączają w komplecie do konia... Wiesz klacz była strasznie droga. - powiedziałam pół serio pół żartem.
- Haha to dwukolorowe siodło Grene ci nie starczy?!

#11
- Ja pierdol . Ona jest chyba najwyższa w naszej stajni! - powiedziałam i otworzyłam szeroko usta.
- Hej moja wielka panno, może zakłusujemy? - powiedziała Gabi odpychając głowę Uncertain Doubt od swoich dłoni i ramienia, która zaczęła się ocierać o dziewczynę. Widocznie łaskocze ją ogłwoie.
- O tak, to będzie widok! - powiedziałam podekscytowana.
Ruda zaczęła biec a zaraz za nią ruszyła lekkim kłusem klacz. Parskała cicho a jej kopyta rozcinały ziemie. Gdy się otrzepała pracował jej każdy mięsień na szyi.
Gabi zwolniła i powiedziała - Wiesz... czuje przed nią duży respekt. - Roześmiałam się i zaproponowałam zaprowadzenie jej do boksu (nie mogłam sie doczekać kiedy ją poprowadzę).
- Jasne, teraz twoja kolej. - odpowiedziała uśmiechając się. Złapałam klacz za uzdę i poprowadziłam do stajni. Odsunęłam ciężkie drzwi boksu, które gratko ustąpiły sunąc po swoich szynach. Cmoknęłam i wprowadziłam Doubt. Gdy ją rozsiodływałam bacznie patrzyła na minie swoimi czarnymi oczami. Kiedy skończyłam zawiesiłam ogłowię na ramie, siodło złapałam w dłonie i poszłam do siodlarni. Położyłam wszytko na miejsce. Gdy wróciłam Gabi stała przy boksie i obserwowała klacz, która obwąchiwała wszystko, głośno wydychając powietrze.
- To już za 3 dni. Która pierwsza ją dosiada?
avatar
Wiktoria Derbella

Liczba postów : 46
Join date : 20/10/2014
Age : 20
Skąd : Łódź

http://feliczi.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Re: Krótkie opowiadania z życia BD

Pisanie by Wiktoria Derbella on 02.12.14 21:02

#12
Z miłym chrupnięciem zamarznięta trawa łamie mi się pod stopami. To jest prawie tak przyjemne uczucie jak pękanie folii bombelkowej... Trach. Tym razem przez przepadek rozłupałam lód który kiedyś był kałużą. Przestałam patrzeć na moje stopy i podniosłam głowę, zmrużyłam lekko oczy, ponieważ białe, zimne niebo podrażniło mi oczy. Zrobiłam wydech a z moich ust wypłynęła gęsta para wodna, wyglądało to tak jakbym wzięła porządnego bucha cygaretki. A to tylko jesień. Zamarznięta, lodowata jesień. Na drzewach nie było liści, za to na ziemi był ich szary dywan. Wiatr, który zawsze mnie rozweselał i bawił, dziś był jakby nie ten sam... I tak ma być przez dłuższy czas, śniegu nie zapowiadają. Nie do końca jestem pewna czy to dobrze. Marzy mi się jedzenie czekolady, pod grubym kocem przed telewizorem ale w stajni czekają konie. To jest ten moment, w którym ich nie lubię i mam dość. Jestem zła na świat, że nie mogę wziąć wolnego.
Dojście na miejsce zajęło mi 2 minuty a czuje się jakby minęła godzina. Otworzyłam białą furtkę na łąkę i skierowałam się w kierunku koni stojących tyłem do wiatru. Nie przywitałam się z nimi, ponieważ czułam, że kiedy otworze usta, zamarznę od środka. One też milczały. Zapięłam liny do ich kantarów i zaprowadziłam w stronę stajni. Czuje jak zimne powietrze spowalnia każdy mój ruch, szczypie o k r o p n i e w palce. Lecą mi łzy... To jest ten moment, w którym ich nie lubię i mam dość.
avatar
Wiktoria Derbella

Liczba postów : 46
Join date : 20/10/2014
Age : 20
Skąd : Łódź

http://feliczi.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 :: Galeria :: Opowiadania

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach